?>

‘KOMPLEKS OBLĘŻONEJ TWIERDZY’?

Aktualizowany: 14.10.2020

Dział tematyczny: Ważkie kwestie biblijne!

„I będą was zachłannie wyzyskiwać sfałszowanymi słowami.

(…) Są plamami i skazami, z niepohamowanym upodobaniem oddają się swym zwodniczym naukom, gdy wespół z wami ucztują”.

(2Piotra 2:3,13 nwt-pl)

Mentalny gułag — zrozumieć świadków Jehowy

  • (1) Zrozumienie problemu

Dosłowny cytat z Świadkowie Jehowy – forum dyskusyjne

  • (2) Czemu tak trudno odejść od świadków Jehowy? „To był moment zwierzęcego strachu”

Wywiad z polską producentką, reżyserką, scenarzystką i aktorką KAMILĄ DYDYNĄ opublikowany w Świadkowie Jehowy – forum dyskusyjne

CZĘŚĆ 1: Zrozumienie problemu

««Rzadkością jest spotkanie Świadka, który nie słyszałby jakiejś informacji na temat nieuczciwych praktyk Strażnicy. Dlaczego zatem nie dostrzegają oni problemu? Najwyraźniej dlatego, że coś ich powstrzymuje przed obiektywnym analizowaniem rzeczywistego stanu rzeczy o danej wiadomości. Ich umysły są szkolone, by nie dopuszczać do siebie wątpliwości odnośnie organizacji – i w gruncie rzeczy tworzy to mur, który niejako mówi, “Możesz się posunąć tylko do tego momentu, ale nie dalej”.

Jakiego rodzaju jest ta potężna siła, która powstrzymuje Świadków od wchodzenia w “niebezpieczne” wody krytycznego dociekania? Główną motywacją jest strach; u podstaw problemu leży źle ulokowane bezpieczeństwo. Chrześcijańskie pojęcie okazywania zaufania wszechmocnemu Bogu jest zastąpione bardziej widzialnym i konkretnym symbolem, mianowicie organizacją – organizacją Bożą. Świadek uczy się, że służenie organizacji jest tym samym co służenie Bogu. Organizacja jest matką, a Bóg jest ojcem, i Świadek ma być im posłuszny jak “rodzicom”. Ponieważ Świadek nie widzi Boga ani nie doświadcza z Nim faktycznej współpracy, jego więź z Bogiem może być nawiązana jedynie poprzez widzialną organizację. Jest to więc w rzeczywistości jego “Bóg” (chociaż może on się do tego nie przyznawać albo nie uznawać).

Przekonywanie Świadka, że organizacja go zwodzi, to tak jakby próbować przekonać 5-letnie dziecko kochające swoich rodziców, że jego ojciec siedzi w więzieniu za napad z bronią w ręku – ono po prostu nie wierzy, że jego ojciec jest zły. Co więcej, nie dopuszcza ono do siebie nawet takiej myśli, gdyż złożyło ono całe swoje bezpieczeństwo i zaufanie w ojcu i matce. Prawda jest zbyt straszna i przytłaczająca, aby ją brać pod rozwagę. Dlatego, żeby chronić swoje źródło bezpieczeństwa odrzuca ono prawdziwe informacje, uważając je za kłamstwo.

Taka sama jest prawda o Świadku. On wie, że gdyby organizacja nie była naprawdę kierowana przez Boga, nie miałby żadnego innego namacalnego poczucia bezpieczeństwa, do którego mógłby się udać. Mówi on: “Dokąd pójdę?” Tym samym pozostaje on w tym systemie przez kolejne lata, ciągle ignorując napływ prawdziwych informacji podkopujących całą strukturę Strażnicy. Z czasem coraz bardziej ignoruje fakty, coraz bardziej zasklepia swój umysł i utwierdza się w przekonaniu, że on nigdy się nie zmieni oraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej jest przekonany, że posiada prawdę. Obwarowuje się w okopie, wznosząc wokół siebie wszelkiego rodzaju umysłowe barykady przed swoim prawdziwym wrogiem, którym są wątpliwości. Chociaż dla osoby próbującej dotrzeć do Świadka z faktami może się to wydawać niepojęte, jest to niczym innym jak zwykły mechanizm obronny, chroniący Świadka przed traumatycznymi skutkami utracenia jego sensu bezpieczeństwa. Żeby nie podchodzić racjonalnie do fałszywych proroctw i niekonsekwencji organizacji, Świadek musi w rzeczywistości oszukiwać się myśleniem, że w organizacji tak naprawdę nie ma żadnych niezgodności.¹

Świadek jest uczony pokładania wiary w organizacji. Jeśli mają wiarę w organizację, to mają też wiarę w Boga. Te dwie rzeczy są nierozłączne, i to tak bardzo, że utrata wiary w organizację oznacza tym samym utratę wiary w Boga. I to jest dokładne wyjaśnienie, dlaczego Świadek musi się chronić przez proces samooszukiwania się. Nie zniósłby on bólu utraty swojej wiary»».

…_____________________________…

CZĘŚĆ 2: Czemu tak trudno odejść od świadków Jehowy? „To był moment zwierzęcego strachu”

— Czułam, jakby cały mój świat rozsypał się jak po wybuchu bomby nuklearnej – mówi o odejściu od świadków Jehowy polska producentka, reżyserka, scenarzystka i aktorka Kamila Dydyna.

Teraz zrobi na ten temat film.

  • Chrześcijański Zbór Świadków Jehowy to związek wyznaniowy, który uznaje istnienie jednego Boga, Jehowy. Świadkowie głoszą nadejście Królestwa Bożego, które zastąpi rządy ludzkie. Znani są z zagorzałego indoktrynowania i głoszenia „dobrej nowiny” o Królestwie Bożym. Na świecie jest ponad 8,5 mln świadków (w Polsce – 116 tys.) w mniej więcej 240 krajach. Co roku na całym świecie około 70 tys. z nich odchodzi ze zboru. Ci, którzy się na to odważą, są poddawani ostracyzmowi przez innych członków, tracą kontakt z rodziną i przyjaciółmi. Wielu z nich popełnia samobójstwo.

Wsparcie dla świadków

  • Reżyserka Kamila Dydyna mieszka w Irlandii. Przez 12 lat była gorliwym świadkiem Jehowy. W filmie „Debiutantka” chce zmierzyć się z tym tematem.

— Odczuwam ogromne współczucie dla byłych, ale także dla obecnych świadków, którzy chcieliby odejść z organizacji, ale się boją. Mam nadzieję, że ten film będzie dla nich pocieszeniem – mówi reżyserka. Zdjęcia do krótkometrażowej „Debiutantki” zostaną nakręcone w styczniu w Dublinie. Film finansowany jest przez crowdfunding. (…)

Rozmowa z Kamilą Dydyną

Dawid Dróżdż:

Twoje krótkometrażowe filmy „Testimony” z 2015 r. oraz „The Betrayal” z 2016 r. można było zobaczyć w irlandzkiej telewizji, ale w Polsce jesteś nieznana. Jak to się stało?

Kamila Dydyna:

— Mieszkam w Irlandii od 2007 r. Jestem zakorzeniona w tutejszym środowisku filmowym. Utożsamiam się w dużym stopniu z Polską, śledzę, co dzieje się w kraju, ale filmy zaczęłam robić dopiero siedem lat po przeprowadzce do Dublina.

W Irlandii jest łatwiej?

— Łatwiej jest spróbować czegoś nowego. Nie mam wykształcenia filmowego, jestem samoukiem. Zrobiłam dwa filmy. Później zaczęto polecać mnie do pracy przy produkcji reklam, filmów krótkometrażowych i dokumentów.

Twój trzeci film jest bardzo osobisty.

— Z odejściem od świadków Jehowy nie miałam dotychczas odwagi się zmierzyć. Kiedy miałam dziesięć lat, moja mama zaczęła spotykać się ze świadkami Jehowy. Szybko wraz z nią zaangażowałam się w tę religię. Kiedy miałam 13 lat, przyjęłam chrzest. Świadkiem byłam przez blisko 12 lat. Dla ludzi z zewnątrz świadkowie są nieszkodliwymi dziwakami. Rzeczywistość jest jednak inna. Czuję, że mam obowiązek, by o tym opowiedzieć.

Jak wyglądało twoje życie jako świadka?

— W byciu świadkiem chodzi o to, żeby od rana do wieczora myśleć wyłącznie o byciu dobrym świadkiem. Cały swój czas i energię trzeba oddawać organizacji – przez czytanie i głoszenie innym ludziom o Biblii, przygotowywanie się do zebrań zborowych i uczestniczenie w nich, a nawet sprzątanie toalet w Sali Królestwa, miejscu spotkań świadków Jehowy. Jeśli robisz coś innego, masz poczucie winy. Pamiętam, że np. kiedy malowałam paznokcie albo oglądałam film, myślałam: „Boże, dlaczego tracę czas? Mogłabym teraz czytać Biblię”. Byłam tak oddana religii, że inni świadkowie nazywali mnie za plecami „zakonnicą”. Nosiłam wyłącznie spódnice do kostek, porozciągane golfy, nie robiłam makijażu. Moje życie prywatne, rozwój osobisty, wszelkie pasje niezwiązane z religią, a nawet jakakolwiek kariera znajdowały się w stanie zawieszenia, bo całość energii i czasu oddawałam religii.

Niewystarczające oddawanie się religii jest karane?

— Starsi ze zboru szpiegują, inwigilują, manipulują na różne sposoby. Jeśli robisz coś niezgodnego z doktrynami świadków, np. zapalisz papierosa, opowiesz komuś o książce krytykującej świadków lub porozmawiasz sam na sam z chłopakiem, który nie jest twoim mężem, to starsi mogą wezwać cię na tzw. komitet sądowniczy.

Na czym on polega?

— To taki pseudo-sąd, przesłuchanie, w którym uczestniczy trzech starszych i świadek, który zgrzeszył; jest sam, nie może przyprowadzić żadnego wsparcia. Zwłaszcza kiedy chodzi o seks pozamałżeński, pytają o najintymniejsze szczegóły, żeby ocenić, czy zasługuje na wykluczenie ze zboru. W najlepszym przypadku, jeśli takiej osobie się upiecze i nie dostanie wezwania, starsi na zebraniu wygłoszą specjalny wykład potępiający czyn, na którym go przyłapano. Nie podadzą jego imienia, ale i tak wszyscy w zborze będą wiedzieli, o kogo chodzi. To straszna forma pasywnej agresji i manipulacji. Kiedy byłam świadkiem, towarzyszył mi ciągły strach przed grzechem. W klasie maturalnej miałam chłopaka, który też był świadkiem. Byłam zbyt zindoktrynowana, żeby pójść za głosem hormonów i się z nim przespać. Ale za każdym razem, kiedy się całowaliśmy, miałam miażdżące poczucie winy i nienawiści do samej siebie.

Byłaś kiedykolwiek ofiarą wśród rówieśników ze szkoły?

— W liceum zżyłam się z kilkoma dziewczynami, które miały zespół muzyczny. Też chciałam śpiewać, ale jako świadek nawet nie wspominałam o tym głośno, więc robiłam za „menedżerkę”. Dzięki temu mogłam uczestniczyć w ich koncertach, próbach, podróżach. Mimo że nie było to mile widziane w zborze, przyjaźniłam się z tymi dziewczynami. Byłam cool i dla nikogo moja religia nie była problemem. Gorzej było na pierwszym roku studiów. Głośno było wtedy o śmierci świadka Jehowy, który odmówił transfuzji krwi, bo było to niezgodne z religią. Świadkowie opierają swoje przekonanie na fragmencie Starego Testamentu, w którym napisane jest, że należy powstrzymywać się od spożywania krwi. Interpretują to jako zakaz przyjmowania jej w postaci pokarmu, ale także transfuzji. Na studiach wszyscy byli wtedy przeciwko mnie (z dzisiejszej perspektywy myślę, że mieli rację). Znalazłam na to jednak sposób. Kiedy mnie źle traktowali, to myślałam: „Prawdziwi chrześcijanie mieli być prześladowani, tak to właśnie musi być”. To był mój mechanizm obronny, typowy dla świadków.

Jak wyglądają standardowe spotkania świadków Jehowy?

— Zebrania odbywają się zazwyczaj trzy razy w tygodniu. Z tego, co słyszałam, w ostatnich latach ograniczono je do dwóch razy. Podczas nich prowadzony jest wykład o życiu w raju lub o niezliczonych aspektach bycia posłusznym świadkiem. Nie ma jednak podczas nich dyskusji czy wymiany myśli, tylko indoktrynowanie. To jest propaganda religijna. Nie wolno mieć swojego zdania w żadnej dziedzinie życia.

Jak to jeszcze wpływa na codzienne życie?

— Masz oddać całe swoje życie organizacji. Niemile widziane jest nawet pójście na studia, bo nowo poznani ludzie oraz rzeczy, których się tam nauczysz, mogą namieszać ci w głowie i odciągnąć cię od religii. Najlepiej zdobyć nieskomplikowany zawód, żeby mieć dużo czasu na głoszenie „prawdy” od drzwi do drzwi. Mimo że sama byłam bardzo oddana religii, miałam silną potrzebę pójścia na studia. Do dalszej edukacji zachęcili mnie moi przyjaciele i nauczyciele z liceum w Bielawie, którzy nie byli świadkami. Miałam też szczęście, że moja cudowna mama poparła ten pomysł i wspierała mnie finansowo w czasie studiów. Starsi z mojego zboru odpuścili mi, bo byłam przykładnym świadkiem w innych obszarach życia. Dzisiaj ich manipulacja i inwigilacja wydają mi się straszne, ale wtedy bycie świadkiem Jehowy było dla mnie wszystkim. A skoro nie widzi się alternatywy, trudno jest się wyłamać.

A jednak zdecydowałaś się odejść.

— Tak, ale to był długi proces i najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Dojrzewałam do niej co najmniej dwa lata. Kiedy poszłam na studia, wpadłam w głęboką depresję. Przeprowadzka do innego miasta, utrata kontaktu z rodziną, przygniatające poczucie winy, że nie jestem taka szczęśliwa, jak powinnam być jako świadek Jehowy, sprawiło, że się rozleciałam. Na początku, żeby sobie z tym poradzić, stałam się jeszcze bardziej gorliwym świadkiem: w kółko tylko głoszenie od domu do domu, zebrania, wykłady. Jak królik w reklamie Duracella. Próbowałam tym działaniem zagłuszyć cierpienie. Zaangażowałam się do tego stopnia, że zaproszono mnie na tzw. zgromadzenie obwodowe świadków Jehowy w Skarbimierzu. Opowiadałam tam, jak udało mi się niemalże zindoktrynować współlokatorkę ze studiów. To było ogromne wyróżnienie, taki szczyt mojej kariery jako świadka. Wypaliłam się po roku. Przestałam się udzielać, chodzić na głoszenie od drzwi do drzwi, a na zebraniach siedziałam z tyłu jak kukła. Ludzie się wtedy ode mnie odwrócili. Wśród świadków panuje bowiem zasada, że najlepiej przyjaźnić się tylko z innymi gorliwymi świadkami.

Jak wpłynęło na ciebie to odrzucenie przez innych?

— Na początku czułam się winna, myślałam, że powinnam się wziąć w garść i bardziej się starać. Zaczęłam uczęszczać na terapię u psychologa, co wpędziło mnie w poczucie winy, ponieważ według świadków psychologia jest niebezpieczna, a wszystko może wyleczyć studiowanie Biblii i modlitwa. Pamiętam, że psycholog zapytał mnie: „Kamila, co ty robisz, jak się złościsz?” Zdałam sobie wtedy sprawę, że ja się nigdy w życiu na nic otwarcie nie złościłam. Cały wieloletni gniew na manipulację, tłamszenie i krzywdę emocjonalną siedział we mnie od lat. Kiedy najbardziej potrzebowałam przyjaciół i wsparcia, prawie wszyscy członkowie zboru zaczęli mnie unikać. To poczucie niesprawiedliwości i złości stawało się silniejsze, niż potrzeba bycia posłusznym.

Wtedy zdecydowałaś się odejść?

— Wyjechałam do Dublina i poczułam, że moja tożsamość jako świadka Jehowy załamała się nieodwracalnie. To był moment zwierzęcego strachu. Pamiętam uczucie, jakby cały mój świat rozsypał się jak po wybuchu bomby nuklearnej. Jako świadek Jehowy jesteś uczony odpowiadać na wszystko w zgodzie z naukami Biblii. To bardzo aroganckie, ale daje poczucie bezpieczeństwa i komfortu psychicznego. Kiedy odchodzisz z organizacji, nagle nie wiesz nic. Przez długi czas nie potrafiłam odpowiedzieć na żadne pytanie; nie miałam żadnego odniesienia do rzeczywistości. Czułam się, jakbym była na środku wzburzonego oceanu i kotwica, która łączyła mnie z dnem, się zerwała.

Wiele mówi się o ukrywaniu nadużyć seksualnych wśród świadków Jehowy.

— To duży międzynarodowy temat. W ostatnich latach wychodzą na jaw tysiące przypadków wykorzystywania seksualnego wśród świadków na całym świecie. Mimo że są one zgłaszane starszym zboru, nigdy nie trafiają na policję. Świadkowie chronią zbór przed publiczną hańbą. Swoją arogancję tłumaczą kierowaniem się “zasadą dwóch świadków”, wyłowioną z przepaści biblijnych wersetów. Według niej każde zgłoszone starszym przestępstwo musi mieć co najmniej dwóch świadków, żeby zostało rozpatrzone. Starsi pozwolili tym samym, aby wykorzystywanie seksualne trwało latami.

Na jakim aspekcie bycia świadkiem skupi się twój film?

— „Debiutantka” to dramat krótkometrażowy o utracie wiary i o krzywdzie, którą wyrządza człowiekowi nadmierna kontrola ze strony przywódców religijnych i, co za tym idzie, ostracyzm. Film opowie o dziewczynie będącej gorliwym świadkiem, która doświadcza wspomnianego „komitetu sądowniczego”. Pojawia się tam również temat pierwszej miłości i pierwszego doświadczenia seksualnego. W moim filmie chcę podkreślić, że ofiarami są także starsi. Każdy w organizacji robi to, co powie kilku gości w Ameryce z tzw. ciała kierowniczego, czyli rady zarządzającej świadków Jehowy.

Dlaczego nie odejdą?

— Grozi im wtedy wykluczenie ze strony bliskich. Co roku na całym świecie z organizacji odchodzi lub jest wykluczanych około 70 tys. osób. Ludzie z powodu ekstremalnego ostracyzmu popełniają samobójstwa.

Jak ty sobie z tym poradziłaś?

— Dzięki wyjazdowi do Irlandii mogłam zacząć wszystko od nowa. Nie miałam wyboru, zbudowałam sobie nowe otoczenie. Kiedy jednak widzę, jak ostracyzm wpływa na ludzi, ujawnia się we mnie aktywistka. Moje doświadczenie ostracyzmu nie było tak ekstremalne jak w przypadkach, gdzie wszyscy świadkowie odwracają się od osoby, która odchodzi. Straciłam wielu przyjaciół, którzy są świadkami. Nadal co jakiś czas wyszukuję na Facebooku osoby, które wiele dla mnie znaczyły, mając nadzieję, że odeszły z organizacji. Kilka tygodni temu przeprowadziłam wywiad z byłym świadkiem z Irlandii, którego mama poddała ostracyzmowi – nie rozmawiał z nią od siedmiu lat. Oboje płakaliśmy jak bobry. Odczuwam ogromne współczucie wobec byłych, ale także obecnych świadków, którzy czasem chcą, ale boją się odejść. Mam nadzieję, że mój film będzie dla nich pocieszeniem.

Te doświadczenia spowodowały, że teraz jesteś ateistką?

— Mam uraz do zorganizowanej, zinstytucjonalizowanej religii. Drażnią mnie ludzie, którzy mówią o sobie, że są guru, i mają odpowiedzi na wszystko. Czuję się bezpiecznie jako ateistka. Nie wykluczam jednak istnienia jakiejś energii, transcendencji, czegoś większego niż moje doświadczenie.

Jesteś jeszcze w stanie uwierzyć w Boga?

— Raczej w coś nieosobowego; jestem ateistką „z gwiazdką”. Bardziej kręci mnie przynależność do społeczności: twórców filmowych, aktorów, właścicieli kotów, przyjaciół, także byłych świadków. Nie chcę być jednak postrzegana jako skrzywdzony były świadek Jehowy. Drażni mnie tożsamość ofiary.

  • Kamila Dydyna — producentka, reżyserka, scenarzystka i aktorka. Jej debiut krótkometrażowy „Testimony” z 2015 r. otrzymał nagrodę dla najlepszego filmu na IndieFEST w Kalifornii. W 2016 r. nakręciła swój drugi film – „The Betrayal”. Zagrała w nim główną rolę, za którą była nominowana na festiwalu Underground Cinema.
  • https://kamiladydyna.com/debutante-short-film-production-update/  

                    … ___________________________________ …

„Przeklęty mąż, który swą ufność pokłada w człowieku i ciało uważa za swoją ostoję, a serce swoje odwraca od Jahwe [JHWH].

„Błogosławiony mąż, co w Jahwe pokłada swą ufność, którego nadzieją jest Jahwe”!

Pismo Święte: Jeremiasza 17:5,7 bp.

WSZYSCY BRACIA PANA JEZUSA MAJĄ KONIECZNIE IŚĆ ZA NAUKĄ BIBLII ŚWIĘTEJ PISMA ŚWIĘTEGOSŁOWA BOŻEGO !!!

Archiwa
?>
  • Your best handbags in daily with comparable high quality. Prepare you for joy is indispensable in people's livesyou really need it.